dwudziestopięciocalowy telewizor wpuszczony w szafę, wygodny

– Czasy się zmieniają.
Ale i tak wyczuwał smugę zapachu jej perfum.
– Mhm. – Montoya wypił łyk kawy.
I znowu wydawało jej się, że coś słyszy – odgłos kroków na dole.
świadczyły popękane chodniki i żelazne pręty w oknach.
Jechali do domu w milczeniu, pogrążeni w myślach, ciszę przerywał jedynie monotonny
– A to czyje?
– Lucille i Elaine Springer – powiedziała Martinez. – Dzwoniłam do wydziału osób
nosie to, jak będzie wyglądała. A może zrobiła to w samochodzie, bo nie chciała, żeby córka
– Nic takiego nie przychodzi mi do głowy. – Fortuna westchnęła. Przeczesała gęste włosy
Zdjął jej okulary przeciwsłoneczne i napotkał spojrzenie zielonych oczu, równie pełne
jak sobie teraz przypomniała, zostały w sypialni, tej samej, w której oknie widziała ciemną
Musiała zasnąć, bo otworzywszy oczy, ze zdumieniem ujrzała słońce wschodzące nad
Dziennikarka, młoda kobieta o ciemnych włosach, wielkich oczach i przejętej minie,

Roberta wzięła głęboki oddech:

ziemię koło wejścia do recepcji. Kątem oka widzę dzieciaka za kontuarem, ale nie interesuje
– Wydawało mi się, że już ci to tłumaczyłem. Zbliżam się do pięćdziesiątki, lada moment
Jennifer zawsze uważała, że umrze młodo.

nazwisko w Nowym Orleanie, co? Że niby taki świetny z niego policjant? Nabrał wszystkich,

Milli. Ze złamanym kciukiem Meksykanka długo nie będzie w stanie
podsłuchałem jeszcze co nieco i dowiedziałem się w ten sposób, że za

- Niech pomyślę. Chyba po tym, jak przyjechał zespół, czyli po dziewiątej... może nawet już po kilku piosenkach... nie jestem pewien. Tak jak powiedziałem, zrobiło się tłoczno, ale wydaje mi się, że siedziała jeszcze przez chwilę. Nie jestem pewien jak długo... Nie, zaraz, zespół miał przerwę, więc było wpół do jedenastej, może za kwadrans jedenasta. - Czy z kimś rozmawiała? - Nie wiem. Ładna z niej babka. Myślę, że ktoś mógł mieć ochotę ją poderwać, ale przecież nie śledzę takich rzeczy. Pamiętam tylko, że kilka razy spojrzałem w jej kierunku i zobaczyłem jej odbicie w lustrze. Paliła papierosa. Więcej nic nie wiem. Tej nocy był tu straszny kocioł. Jak zawsze w piątek wieczorem. - Jeśli coś jeszcze pan sobie przypomni, proszę do mnie zadzwonić. - Reed wręczył barmanowi wizytówkę. Potem razem z Morrisette wyszedł z baru na zalane słońcem wąskie uliczki. - Więc była tutaj. - Morrisette otworzyła drzwi samochodu. - Przez jakiś czas. - Ale zdążyłaby go zabić i wrócić. - Na to wygląda. - Usiadła za kierownicą, Reed zapiął pasy. - Dom Bandeaux jest niedaleko. Sprawdźmy, ile czasu potrzeba, by tam dojechać - zaproponował Reed. - I nie spiesz się zbytnio. Caitlyn Bandeaux wypiła dwa drinki i pewnie była na tyle rozsądna, żeby nie narażać się policji. Raczej nie chciała zwracać na siebie uwagi, więc zakładam, że przestrzegała ograniczeń prędkości. Potem wypiła z mężem jeszcze kieliszek lub dwa, żeby go oszołomić. - Albo wywołać wstrząs anafilaktyczny. Potem odurzyła go narkotykiem, pocięła nadgarstki i popędziła z powrotem do baru, aby zapewnić sobie alibi. - Tak... - Reed nie był przekonany. Morrisette ruszyła. Jakoś udało jej się nie przekraczać dozwolonej prędkości i nie przejeżdżać na żółtym świetle. - Ale jeśli chciała wykorzystać to alibi, to dlaczego przyznała się, że nic nie pamięta? - Asekuruje się na wypadek, gdybyśmy odkryli, że czas się nie zgadza, i obalili jej alibi. - Morrisette prowadziła jak na niedzielnej przejażdżce. Do domu Bandeaux w starej dzielnicy miasta dotarli w niecałe dwadzieścia minut. - Nocą ruch na pewno był mniejszy. Mogła zdążyć w piętnaście. - Morrisette zaparkowała na podjeździe, a Reed zauważył żółtą taśmę policyjną wciąż przymocowaną do żelaznego ogrodzenia. Wisiała luźno, w jednym miejscu była naderwana, wkrótce pewnie ją zdejmą. W przeciwieństwie do pętli, która zaciska się na długiej szyi pani Bandeaux. A z każdym jej kłamstwem zaciska się coraz mocniej. - I co o tym sądzisz? - zapytała Morrisette. - Skoro nie była z nami zupełnie szczera, myślę, że pora zdobyć zezwolenie na pobranie od pani Bandeaux próbki krwi. - Też tak myślę. A przy okazji poprosimy o nakaz przeszukania domu. Jeśli będziemy mieli szczęście, może uda nam się znaleźć narzędzie zbrodni.

sporych kamieni o obłym kształcie, Norman wskazał im je jako
an43
gdzie było kiedyś jego oko, teraz ziała zbliznowaciała czerwona